Jeże nawet nie wiedzą, że mają swoje święto. Nie wiedzą, że 10 listopada obchodzimy Dzień Jeża, bo wtedy śpią już zwinięte w ciasny kłębuszek w swoim gnieździe z liści i trawy, ukrytym wśród gałęzi na ziemi.
Jeże nawet nie wiedzą, że mają swoje święto. Nie wiedzą, że 10 listopada obchodzimy Dzień Jeża, bo wtedy śpią już zwinięte w ciasny kłębuszek w swoim gnieździe z liści i trawy, ukrytym wśród gałęzi na ziemi.
Zgromadzenie Ogólne ONZ postanowiło 6 listopada 2001 roku, że 6 listopada każdego roku obchodzony będzie Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Wyzyskowi Środowiska Naturalnego podczas Wojen i Konfliktów Zbrojnych (ang. International Day for Preventing the Exploitation of the Environment in War and Armed Conflict). Inicjatorem tego święta był UNEP, czyli Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Za cel postawiono sobie zwrócenie uwagi społeczeństwa na to, że środowisko przyrodnicze jest niezawinioną i bezwiedną ofiarą wojen i konfliktów zbrojnych. Zasoby naturalne są często niszczone i skażone na długie lata, również po ustaniu działań wojennych. Niekiedy to właśnie surowce stają się wręcz przyczyną konfliktów.
Początek listopada zawsze kojarzy się z wizytami na cmentarzach. Odwiedzamy groby, zapalamy znicze, przynosimy kwiaty. Pamiętamy w ten sposób o naszych bliskich, których już nie ma na tym świecie. Rzadko jednak nachodzi wtedy refleksja o życiu, które toczy się dalej. A powinna to być bardzo ważna myśl, pojawiająca się w związku z tym co dzieje się na nekropoliach.
Cmentarz Powązkowski w Warszawie. Zdj. David Thompson, licencja CC BY-NC-SA 2.0
Świnie dorównują inteligencją 3-letniemu dziecku. Zdjęcie CC BY-NC-ND 2.0
W listopadzie 1944 roku w Wielkiej Brytanii powstało The Vegan Society (Towarzystwo Wegańskie), pierwsza organizacja na świecie, która miała się zająć promocją weganizmu. Wtedy też zaczęto promować to słowo jako określenie bezmlecznej diety wegetariańskiej, a z czasem jako ideę, która wyklucza w ogóle wykorzystywanie zwierząt.
50 lat później członkowie Towarzystwa postanowili ustanowić 1 listopada właśnie Światowym Dniem Wegan, po części dlatego, że nie pamiętali dokładnej daty założenia, po drugie – ze względu na obchody Halloween i Dnia Zmarłych. Jednak w Polsce, ze względu na poważny charakter tego ostatniego święta, Dzień Weganizmu obchodzi się 1 października. Warto jednak obchodzić ten dzień… codziennie!
Kiedy nie możesz zasnąć albo zrywasz się co godzinę w nocy sprawdzić czy budzik już nie dzwonił; kiedy znajdujesz portfel i klucze w zamrażarce, wściekasz się na czerwone światło czy złośliwą drukarkę, która zawsze strajkuje nie w porę; kiedy nic nie możesz zjeść, jesz bez opamiętania lub serce wali ci jak młot na samą myśl o pracy – pora zadbać o swoje nerwy. W kalendarzu świąt nietypowych mają własne święto – 28 października obchodzimy Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów. Czas je wzmocnić, rozwinąć z kłębka i nauczyć się radzić z trudnymi sytuacjami.
Siedzę na kanapie, na kolanach leży laptop, zaczynam pisać tekst poświęcony Dniu Kundelka. W tym samym momencie z pokoju obok przybiega moja kundelka Dzidka, wskakuje na kanapę i bezceremonialnie podnosi nosem moją leżącą na klawiaturze dłoń i przenosi na swoją głowę. Nieco poirytowana zabieram rękę i próbuję skupić się na zadaniu, ale ona nie rezygnuje, koniecznie w tej chwili musi być pogłaskana, więc ręka, wbrew mojej woli, znów przenosi się na psią głowę. Początkowa irytacja ustępuje miejsca rozbawieniu, przerywam pisanie w pół zdania i głaszczę mojego psa. Zadowolona Dzidka kładzie się po chwili spokojnie obok mnie. W moim domu dzień kundelka jest codziennie!
W dzisiejszym świecie nikt nie powinien doświadczać zagrożenia głodem. Wbrew przekonaniom, źródła tego problemu nie leżą w postępującym wzroście światowej populacji, konfliktach zbrojnych czy katastrofach naturalnych, które rzeczywiście zaostrzają jego zjawisko. Głównym powodem nie jest również niedostatek żywności – szacuje się, że współcześnie produkuje się ją w ilości wystarczającej do wyżywienia nawet 12 miliardów ludzi rocznie, czyli jeszcze z zapasem. Tymczasem w latach 2012-2014 ze skrajnym niedożywieniem zmagało się około 805 mln osób. Mówiąc o problemie głodu, należy mówić o braku dostępu do żywności, niesprawiedliwej dystrybucji i mało sprzyjających warunkach polityczno-gospodarczych do jej wytwarzania.
Uczennica z Etiopii, myjąca ręce w ramach obchodów GHD. Zdj. UNICEF Ethiopia, licencja CC BY-NC-ND 2.0
„Mydło lubi zabawę, w chowanego pod wodą, każda taka zabawa jest wspaniałą przygodą.” Chyba większość polskich dzieci zna tę piosenkę Fasolek. Ale nie tylko najmłodsi powinni wziąć sobie do serca jej słowa. By zwrócić uwagę na problem brudnych rąk, UNICEF zainicjował w 2008 roku obchody Światowego Dnia Mycia Rok (ang. Global Handwashing Day – GHD), jako akcję edukacyjną na ten temat.
Dla wielu z nas jest to bardzo prozaiczna czynność. Na naszej skórze żyją różne drobnoustroje , które zostawiamy na wszystkich przedmiotach przez nas dotykanych. Zostawiają je także inne osoby. W ten sposób wciąż je przenosimy. Dotykając jedzenia, które jemy, dostają się one do organizmu. Mycie rąk mydłem pozwala nam pozbyć się większości z bakterii i drobnoustrojów. Ręce myjemy po wyjściu z toalety, przed jedzeniem, po jeździe autobusem, czy po spacerze. Jednak nie dla wszystkich jest to takie oczywiste, a co gorsza też możliwe.
Edukacja i szkoła – kojarzą się z ciężkim plecakiem, długim siedzeniem w ławce, sprawdzianami i ocenami. Z jednej strony obowiązek, z drugiej – przywilej dostępny tylko części ludzkości. Współczesny system szkolnictwa powstał w czasach Oświecenia, rozkwitał w okresie rewolucji przemysłowej i od tamtego czasu jego ogólny schemat niewiele się zmienił.
Wciąż mamy dzwonki i przerwy jak w fabryce, taśmowe nauczanie tego samego programu, „sortowanie” uczniów w klasach według „daty produkcji”. Wciąż większość lekcji odbywa się w czterech ścianach, a wiedza podzielona na niewielkie, niepowiązane ze sobą fragmenty podawana jest przez nauczyciela i podręcznik.
Afgańskie dzieci podczas lekcji. Zdj. John Severns, Public Domain
„Kiedy 26 grudnia rano zaczęło się trzęsienie ziemi, właśnie wyciągaliśmy sieci z wody po nocy. Łodzią rzucało tak bardzo, że musiałem je odciąć i postanowiłem odpłynąć dalej w morze. Patrzyliśmy z daleka jak 50-metrowa fala połyka wyspę. Wieś Lampuuk zniknęła, a jedyną budowlą, która przetrwała, był meczet”, opowiada Gunawan Husny, rybak z miasta prowincji Aceh na Sumatrze. Trzęsienie ziemi na Oceanie Indyjskim w 2004 roku, czwarte pod względem mocy od początku historii pomiarów, oraz związane z nim tsunami pociągnęły ponad 294 tysiące ofiar śmiertelnych i pozbawiły dachu nad głową kilka milionów osób. Dzisiejsze Lampuuk jest całkowicie odmienione: po kataklizmie podjęto działania edukacyjne i angażujące dla społeczności lokalnej, a rekonstrukcja miejscowości została zrealizowana według planu, który powinien ograniczyć konsekwencje podobnej klęski w przyszłości.