21 lutego

 

Dzień Sprzeciwu Wobec Reżimu Kolonialnego

Formalnie skończył się w latach 70. XX wieku. Faktycznie w różnym natężeniu trwa do dzisiaj i miewa się świetnie. Kolonializm. Zjawisko, które w szczytowym okresie obejmowało swoim zasięgiem 35% mieszkańców i 55% terytoriów świata.

Francuska karta pocztowa z 1904 roku. Przedstawiciel francuskiej administracji pozuje na trasie kolei Senegal-Niger. Towarzyszą mu lokalni robotnicy, prawdopodobnie pracujący niewolniczo przy budowie trasy kolejowej. Zdj. Domena Publiczna

Do opisania jej nowoczesnego oblicza najbardziej adekwatny wydaje się pewien angielski idiom. Kiedy Anglicy chcą opisać jakiś problem, który wydaje się oczywisty, a jednak wszyscy udają, że go nie widzą, mówią o nim, że jest jak słoń w salonie (ang. elephant in the living room) – wielki, niemożliwy do przeoczenia, a jednak na tyle krępujący, że nikt nie chce o nim rozmawiać. Idiom ten zna potencjalnie miliard dwieście milionów ludzi na całym globie – tyle bowiem osób mówi po angielsku. Ile z nich zdaje sobie sprawę z tego, że ich angielszczyzna jest elementem postkolonialnego dziedzictwa?

W układance, którą jest mapa świata, pewne elementy wydają się nie pasować do reszty. Tak jest właśnie z językami. Czemu Brazylijczycy mówią po portugalsku, kiedy cała reszta Ameryki Południowej posługuje się hiszpańskim? Czemu Indie, leżące w samym sercu południowej Azji, są w dużej mierze anglojęzyczne? Dlaczego, spędzając wakacje w Maroku, z równą łatwością co po arabsku porozumiemy się z tubylcami po francusku? I jakim cudem afrikaans, oficjalny język urzędowy Republiki Południowej Afryki, jest tak podobny do niderlandzkiego? Przecież Holandię dzieli od RPA 10 tysięcy kilometrów! Cały ten językowy bałagan można zrozumieć, nadając mu wspólny mianownik kolonializmu.

Kolonizacja to zjawisko stare jak świat – praktykowali ją już starożytni, podbijając sąsiednie terytoria, grabiąc je z bogactw i biorąc podbite plemiona w niewolę. Jednak aby zrozumieć kolonizację w jej nowożytnej wersji, trzeba cofnąć się do czasów wielkich odkryć geograficznych. Dalekomorskie wyprawy XV- i XVI-wiecznych podróżników (głównie Hiszpanów i Portugalczyków), opisywane w tradycji europejskiej najczęściej jako romantyczne przygody ciekawych świata zapaleńców, były tak naprawdę zaczynem jednego z najbardziej okrutnych i zbrodniczych reżimów na świecie. Symbolem tej pierwszej, niezwykle krwawej fali kolonializmu pozostają plemiona południowoamerykańskie: Aztekowie, Majowie i Inkowie. Wysoko rozwinięte kultury, o niezwykle bogatych tradycjach, których świat runął w starciu z hiszpańską konkwistą. Hordy barbarzyńskich najemców, często pospolitych przestępców żądnych łatwego zysku, ale i szlachciców, wyruszających za ocean pod pretekstem niesienia ewangelizacji, starły w drobny pył świat indiańskich plemion z Ameryki Południowej. Miało to daleko idące konsekwencje dla całego kontynentu, który po dziś dzień znajduje się w orbicie wpływów hiszpańskich – jeśli już nie tak silnych w sensie gospodarczym, to na pewno wciąż w sferze kulturowej. Choć w przypadku krajów hiszpańskojęzycznych wydaje się, że uczeń przerósł mistrza – podbite przez Hiszpanów plemiona wykształciły na gruzach lokalnych indiańskich tradycji i nowego, napływowego języka kolonizatorów silne i bogate kultury. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że dzisiaj to one bardziej promieniują na kulturę hiszpańską, niż odwrotnie.

kolonie

Na początku XVIII wieku do gry wkroczyli Brytyjczycy, kolonizując pierwsze skrawki Ameryki Północnej. Ten skromny początek nie zwiastował jeszcze spektakularnego zakończenia. A jednak. Trzy wieki później, u schyłku ery kolonialnej, na brytyjskiej liście znalazło się łącznie 115 kolonii. Żadne inne europejskie mocarstwo nigdy nawet nie zbliżyło się do takiego wyniku. Indie, Kanada, Australia, kilkanaście krajów afrykańskich z Kenią, Nigerią i Egiptem na czele, a także liczne protektoraty i dominia – wszystkie te terytoria znajdowały się pod rozległą kontrolą imperium brytyjskiego. Większość uzyskała niepodległość w połowie XX wieku, na fali masowej dekolonizacji, jednak niektóre wciąż uznają zwierzchnictwo Wielkiej Brytanii, a ich mieszkańcy mogą mówić o Elżbiecie II „nasza królowa”. I mówią to, dodajmy, najczęściej po angielsku, ponieważ tuż za chęcią ekonomicznego wyzysku podążała chęć kulturowego zdominowania podbitych terytoriów (co się zazwyczaj udawało). To właśnie podboje kolonialne – a nie proste zasady gramatyczne, jak przyjęło się uważać – są przyczyną niezwykłej popularności języka angielskiego na całym świecie. W tej chwili jest to drugi, po mandaryńskim, najpopularniejszy język na globie. Kilkadziesiąt lat po oficjalnym zakończeniu kolonizacji ponad miliard ludzi na świecie władających angielskim wciąż znajduje się w bezpośredniej strefie wpływu brytyjskiej kultury i tradycji, co zapewnia byłym kolonizatorom olbrzymie, niepoliczalne wręcz zyski.

Brytyjscy żołnierze i ich hinduscy podkomendni, Birma, 1945 rok. Zdj. Domena Publiczna.

Jednak tym, co o tak naprawdę chodzi w kolonizacji, nie jest oczywiście poszerzanie wpływów swojej kultury – to dzieje się niejako przy okazji. Głównym celem jest bogacenie się na zasobach kolonizowanych terytoriów, przy jednoczesnym zubażaniu ludności tubylczej poprzez wyprowadzanie tego co cenne poza kraj dysponujący bogactwami. Od złota Inków przez kakao Ghany po ropę Nigerii, każdy kraj dysponuje jakimś naturalnym bogactwem, w którym inny kraj może potencjalnie dostrzec korzyść dla siebie. Jeśli dodatkowo ów kraj dysponuje dużą siłą militarną czy ekonomiczną, a u bogatego w zasoby sąsiada sytuacja polityczna i gospodarcza jest zdestabilizowana, mamy gotowy przepis na kolonizację.

Dzisiejsze oblicze tego zjawiska jest jednak dużo mniej oczywiste, niż w okresie konkwisty, kiedy intencje agresora były klarowne i pozbawione niedopowiedzeń. Współczesna kolonizacja jest często dobrze zakamuflowana, przeprowadzana w białych rękawiczkach i w majestacie prawa formalizowana za pomocą podpisów na umowach handlowych. Ofiarą tego rodzaju podporządkowania gospodarczego padają w ostatnich latach głównie kraje afrykańskie. A na głównego kolonizatora wyrastają Chiny. Tamtejsza gospodarka ma właściwie niezaspokajalny apetyt na zasoby naturalne – wszelkiego rodzaju kopaliny, gaz, ropa, metale i kamienie szlachetne, ale także podstawowe produkty spożywcze, to wszystko jest Chińczykom niezbędne do utrzymania własnej gospodarki na obecnym poziomie wzrostu. Własne zasoby już im nie wystarczają, szukają ich więc poza granicami własnego kraju, a nawet kontynentu. Paradoksem i smutnym chichotem historii jest fakt, że słabość wielu afrykańskich gospodarek i ich podatność na neokolonizację jest efektem wielu lat podporządkowania europejskim mocarstwom – podporządkowania, spod którego udało im się wyrwać zaledwie 50-60 lat temu. I tak koło się zamyka – osłabione kolonizacją państwa są najbardziej podatne na kolejną falę tego zjawiska i mamione obietnicami zysku, ponownie wpadają w pętlę uzależnienia od obcego kapitału i nie swoich interesów.

Wiele cech kolonializmu odnajdziemy także we współczesnym przemyśle turystycznym. Jeśli podróżujesz w systemie all-inclusive do turystycznych rajów w krajach Globalnego Południa, z dużym prawdopodobieństwem możesz o sobie powiedzieć, że jesteś współczesnym kolonizatorem. Międzynarodowe korporacje tworzą w najpiękniejszych i często jednocześnie najuboższych zakątkach świata enklawy luksusu przeznaczone dla przybyszów z tej drugiej, bardziej uprzywilejowanej części świata. Pod hotele, pozostające w całości w rękach zagranicznych inwestorów, przeznaczane są najatrakcyjniejsze działki, ich ustandaryzowane wyposażenie przypływa z fabryk w innej części świata, a kadra wyższego szczebla to pracownicy przysyłani z europejskich czy amerykańskich centrali firm. W ten sposób tubylcy tracą możliwość korzystania z potencjalnie najcenniejszych zasobów naturalnych, którymi dysponują ich kraje, a pracując dla zagranicznych korporacji spychani są na najniższe szczeble zawodowej hierarchii, pracując jako kelnerzy, sprzątaczki czy pokojówki. W świecie, w którym PKB wielu ubogich krajów nigdy nie osiągnie poziomu dochodów wypracowywanych przez międzynarodowe korporacje, neokolonializm wciąż ma się świetnie.

640px-Food_vendors_in_Laos

Francuskie bagietki na azjatyckim targu? To jedna z wielu pamiątek po kolonialnej przeszłości Azji. Na zdjęciu: targ w Laosie. Zdj. Alexander Steffler, CC BY 2.0 via Wikimedia Commons

Jakie działania możemy podejmować w obliczu tych wielkich, rozgrywających się w dużej mierze poza naszą kontrolą procesów, aby nie wspierać współczesnej kolonizacji? Przede wszystkim uważnie przyglądać się temu, co kupujemy. Jako konsumenci mamy realny wpływ na globalne procesy gospodarcze a to głównie one odpowiadają za niesprawiedliwy podział sił na świecie. Podejmując drobne, codzienne decyzje: kupując produkty certyfikowane znakiem Fairtrade, wybierając Fairphone’a zamiast Smartphone’a, szukając ubrań z certyfikowanej bawełny, kupując usługi turystyczne od lokalnych mieszkańców, a nie wielkich biur podróży, przyczyniamy się w małej skali, ale jednak do osłabiania niekorzystnych, neokolonialnych układów sił na świecie. Choć zabrzmi to jak truizm, to drobne decyzje podjęte przez dużą grupę świadomych ludzi na całym świecie naprawdę mogą mieć wielką moc zmieniania świata w nieco lepsze miejsce.

Budowanie globalnej sprawiedliwości jest wielkim wyzwaniem, które stoi przed nami wszystkimi. Polska, bez względu na to czy znajdziemy ją na mapie dawnych kolonialnych mocarstw czy nie, jest dziś częścią wielkiego geopolitycznego przedsięwzięcia o nazwie Unia Europejska, silnego i wpływowego gracza na światowej mapie gospodarczych współzależności. Wyciągając lekcję z bolesnej i haniebnej kolonialnej przeszłości naszego kontynentu, musimy dzisiaj – jako Polacy i jednocześnie Europejczycy – wziąć współodpowiedzialność za to, żeby ta wstydliwa karta historii już nigdy się nie powtórzyła. Jak? Podkreślając to, co nas łączy, a nie dzieli, gdyż właśnie na wytykaniu różnic i podsycaniu nienawiści urosła kolonialna ideologia, odpowiedzialna za cierpienie milionów, niewinnych ludzi. Musimy bardzo się starać, żeby ksenofobia, rasizm i lęk przed „obcym”, już nigdy nie doprowadziły nas do podobnego nieszczęścia. 

Marta Karbowiak

Opublikowano w ramach projektu Postaw na rozwój. Zrównoważony! – 2. edycja współfinansowanego w ramach programu polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP w 2015 r.

Tagi: , , , ,

Wrzesień 2018

pon wt śr czw pt sob nie
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30

Najbliższe święta

Zapisz się do newslettera